24 mar
2012

Muzyka to też biznes…

W ostatnich miesiącach mniej pisałem  i w ogóle zajmowałem się blogiem KMC  i robiłem to absolutnie świadomie. Bardzo intensywnie zająłem się pracą w ASDIMO, dzięki czemu mogłem trafić do jeszcze szerszej grupy odbiorców z tym co mam do zaproponowania. Wyjście poza kontekst muzyczny  i kontakty z biznesem to dla mnie olbrzymia dawka nowych doświadczeń i wiedzy, którą wspaniale można wykorzystać w naszej branży artystycznej. Steve Jobs mawiał, że innowacja to wprowadzenie wiedzy i doświadczeń z jednej branży do drugiej. To twórcze wykorzystanie pomysłów z jednej dziedziny w innych kontekstach. I takiej dawki innowacji potrzebują muzycy w Polsce i nie tylko w Polsce. Dochodzą do mnie informacje z niemieckiego rynku (jakby nie patrzeć największego rynku muzycznego w Europie), gdzie organizuje się konferencje, wykłady, czy warsztaty na temat tego jak wykorzystać marketing i wiedzę  o rynku, by na nim zaistnieć. Mówi się o muzyku jako o produkcie,  o tym by znaleźć swoją niszę na rynku,  o odpowiedniej promocji. Szkolenia prowadzą menadżerowie Salzbuger Festspiele, czy Filharmonii Berlińskiej , i  na pewno  są w Polsce artyści, dla których taka wiedza jest „chlebem powszednim”, jednocześnie wedle moich informacji  są to jednostki. Ludzie, którzy intuicyjnie wyczuwają potrzebę takiego działania. A przydałoby się jakieś bardziej systemowe podejście, edukacja  u podstaw. Moje dotychczasowe doświadczenia z naszymi uczelniami artystycznymi, gdzie starałem się zainicjować tego typu podejście, nie skończyły się najlepiej. Ale może nie tędy droga. Lepiej szukać sprzymierzeńców poza instytucjami. Takim przykładem są Oboe Masterclasses w Zielonej Górze i ich pomysłodawca Michał Mogiła, człowiek pełen kreatywności  i pozytywnej energii. II edycja kursów „sprzedała się” w ciągu dwóch dni od ogłoszenia naboru. To wielki sukces i życzę zielonogórskim kursom fantastycznego rozwoju. Cieszę się też, że mogę w nich brać udział jako specjalista od motywacji i zarządzania karierą.
Wracając do uczelni. Kiedy rozmawiałem z kilkoma wysoko postawionymi osobami w jednej z uczelni artystycznych i z moich ust padło słowo marketing, to zauważyłem przyspieszony oddech (nie wynikający bynajmniej z entuzjazmu) i lekki strach w oczach. Człowiek tak już ma, że trochę boi się tych rzeczy, których nie zna. Z drugiej strony uczelnie artystyczne to strefa budżetowa, więc nikt nie musi dbać  o zyski. A jak nie musi to najczęściej nie dba. Muzyka to też biznes i warto sobie z tego zdać sprawę. Korzyści są olbrzymie, bo można być o krok przed konkurencją.

p.s. dobre wieści z Gdańska. Po nominacji do Sztormu Roku i Fryderyków nasz NeoQuartet dostał nominację do Pomorskiej Nagrody Artystycznej za 2011 rok – trzymajcie kciuki.

Podziel się: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • TwitThis
19 wrz
2011

rozwój, nisza i rosyjska hrabina…

Wielu z nas muzyków, artystów zdaje sobie sprawę z potrzeby ciągłego podnoszenia swoich umiejętności, zdobywania nowej wiedzy. Od małego jeździmy na różnego rodzaju  kursy mistrzowskie, warsztaty. Doskonalimy się na różnego rodzaju seminariach, lekcjach otwartych i część z nas robi to  niewątpliwie ze względu na rozwój, jednocześnie są też tacy, którzy robią to ze względu na możliwość późniejszego wpisania w życiorysie informacji  u kogo pobierali nauki. Nie chcę tu wnikać w ocenę tych motywacji, bo fanów jednej jak i drugiej opcji znalazłoby się bardzo dużo i każdy byłby przekonany  o słuszności swojej prawdy. Chcę postawić tezę, że jest wśród nas potrzeba ciągłego rozwoju i każdy myślący człowiek rozumie, ze warto się uczyć od ludzi, którzy osiągnęli w naszym mniemaniu sukces, którzy po prostu działają skuteczniej. Warto jest przy tym mieć przekonanie, że jeśli ktoś coś umie, to oznacza to, że każdy może się tego nauczyć, wystarczy zapytać go jak to zrobił.

Jak ważne jest odpowiednie podejście uświadomiła mi, po raz kolejny, rozmowa z moim wielkim przyjacielem , który powiedział mi, że szuka nowego pomysłu na siebie, nowego sposobu na zarabianie pieniędzy i trochę się martwi, że ciężko jest znaleźć niszę rynkową. Jako, że znamy się od wielu lat zapytałem go czy takie myślenie jest w tym momencie dla niego przydatne. Szczerze mówiąc nie wiemy jak to jest z tymi niszami, czy wszystkie zostały już odnalezione i wykorzystane – nie sadzę. Czyż nie lepiej myśleć, że znajdę odpowiednią niszę i wykorzystam ją, będę miał pomysł, który zamienię w działanie, a działanie w sukces? Każdy z nas ma w sobie niespożyte pokłady kreatywności, każdy z nas może wpaść na genialny pomysł – wystarczy tylko sobie na to pozwolić. Fakt faktem, nie każdy może mieć odwagę by ten pomysł wprowadzić w życie, ale od czego jest praca nad poczuciem własnej wartości. Często w ostatnich tygodniach prowadzę na ten temat szkolenia w ramach Klubu Skutecznego Działania (najbliższy w Białymstoku – moim wspaniałym, rodzinnym mieście) i dochodzę do wniosku, że praca nad tą cechą charakteru  jest niezwykle istotna dla każdego. Pokuszę się o stwierdzenie, że od tego wszystko się zaczyna.

Jeszcze parę słów a propos odpowiedniego podejścia.
Znajoma „sprzedała” mi niedawno znakomitą historię. Opowiadała mi o pewnej francusko – rosyjskiej hrabinie („mieszkała w Londynie i spała na kasie” – cytuję), którą miała przyjemność poznać. Nauczyła ją dwóch rzeczy:

  1. jak do kogoś dzwonisz, to bądź przekonany, że osoba po drugiej stronie słuchawki marzy, aby Cię usłyszeć (inaczej mówiąc – gdy coś komuś proponujesz, to bądź przekonany, że marzył o Twojej propozycji – to może się przydać muzykowi, biznesmenowi, każdemu)

O drugiej radzie dziś nie napiszę, pozostawię ją na kolejny wpis:).

p.s. Jutro (20 września) zamykamy listę osób na konferencję Dni Siły. Mamy blisko 100 osób i zapowiada się genialna energia. Jeśli odnajdujesz w sobie odpowiednią dozę chęci rozwoju, pójścia do przodu, poprawy jakości życia to jeszcze możesz się zarejestrować tutaj.

 

Podziel się: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • TwitThis
31 sie
2011

Dobra wiadomość dla rodziców…

Tak się złożyło w te wakacje, że wysłaliśmy nasze dzieci na cały lipiec do dziadków. A że mamy to szczęście, że i moi rodzicie i Bogusi mieszkają w Białymstoku, to wiedzieliśmy, ze dziadkowie świetnie sobie dadzą radę sami i będą się wzajemnie wspierać w opiece nad wnukami. Odwieźliśmy je, zasugerowaliśmy, ze czeka ich wspaniały miesiąc, przepełniony świetną zabawą i wspaniale spędzonym czasem i odjechaliśmy w stronę Gdańska.

W domu czekał na nas gotowy plan działania, oboje chcieliśmy rzucić się w wir pracy, bo jak nam się wydawało podczas obecności w domu dzieci nie mieliśmy tego czasu wystarczająco dużo. Godziny spędzone na próbach do włoskiego projektu operowego, praca Trenera – przygotowanie, promowanie i prowadzenie Klubu Skutecznego Działania, to wszystko dawało olbrzymią satysfakcję i radość, aż do momentu kiedy poczułem lekkie zmęczenie, jakby przepełnienie mojej świadomości informacjami, pomysłami, przemyśleniami. W tej wydawałoby się komfortowej sytuacji jeśli chodzi o pracę, zapomniałem o odpoczynku i nie chodzi tu o leżenie na kanapie, ale o wytchnienie dla mojej świadomości, o świadome skoncentrowanie się na innych sprawach i zapomnienie o szukaniu nowych pomysłów, rozwiązań w mojej zawodowej pracy. Wielokrotnie słyszałem i czytałem o tym iż najlepsze rozwiązania przychodzą, gdy pozwalamy swobodnie działać naszej podświadomości, gdy odpuszczamy. Wszak nasza podświadomość pracuje cały czas, nieustannie szuka rozwiązań, a zgodnie z tym, że jest skarbnicą naszych wszelkich doświadczeń, to ma więcej zasobów niż ograniczona swoją pojemnością, świadoma część umysłu. Są przecież tacy, którym najlepsze pomysły przychodzą podczas snu.

Moje olśnienie przyszło wraz z powrotem Hani i Ignacego do domu, w momencie kiedy wrócił podział dnia na pracę zawodową i czas spędzany z dziećmi. Byłem szczęśliwy i pełen zapału do zabawy z maluchami i nagle do mojej głowy zaczęły przychodzić wspaniałe pomysły związane z pracą, wróciła świeżość. Zrozumiałem jedną ważną rzecz –jak istotny jest dla mnie czas spędzany z dziećmi, nie tylko dlatego, że biorę odpowiedzialność za ich wzrastanie (na tyle ile mogę), ale również ze względu na to odpuszczenie, świadome zapomnienie o moich zawodowych działaniach (swoją drogą mogę je spokojnie nazwać moimi pasjami). Czas spędzony z dziećmi pozwala mi utrzymać równowagę w życiu, jednocześnie pozytywnie wpływa na moją efektywność w pracy.

Jest to dla mnie odkrycie na miarę tego, że najpierw trzeba wychować siebie, by móc wychowywać innych.

Polecam to wszystkim rodzicom, którzy do tej pory myśleli, ze dzieci im w czymkolwiek przeszkadzały.

p.s. swoją drogą to zastanawiam się, czy ten tekst mieści się w konwencji KapicaMusicCoaching, a może już czas na nowy blog, bardziej ogólnie traktujący o rozwoju – myślę o tym intensywnie i czasami odpuszczam:)

Podziel się: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • TwitThis
1 sie
2011

Inspirować, czy terroryzować?

Właśnie wróciłem ze słonecznej Italii. Spędziłem tam ponad tydzień przygotowując fantastyczny projekt operowy i przyznam się szczerze, że na nowo zakochałem się w tym wspaniałym gatunku muzycznym. „Otello” Verdiego, historia o miłości, zdradzie, zazdrości. Duża dawka pięknej, miejscami bardzo emocjonalnej muzyki włoskiego geniusza. Projekt przygotowany w kooperacji polsko – włoskiej, gdzie scenografię stanowiła architektura pięknego pałacu na Piazza del Popolo  w Ascoli Piceno (patrz zdjęcie).

Ucieszyłem się kiedy dowiedziałem się, ze tam jadę, ponieważ uwielbiam Włochy. Uwielbiam włoską kuchnię, klimat, widoki, język, ludzi. Za każdym razem kiedy tam jestem czuję się  jak w domu (może to kwestia babci włoszki). Podoba mi się też to ich lekkie podejście do życia, dystans po prostu „dolce vita”. Pewnie znaleźli by się tacy, którzy nazwaliby to totalnym brakiem odpowiedzialności, ale ja wolę „dolce vita” niż ciągły stres, że coś się nie uda, jakieś bezsensowne ciśnienie. Wiele logicznych argumentów wskazywało na to, że nie zdążymy przygotować spektaklu na takim poziomie jakby się chciało. Ciągłe zmiany pogody, deszcz uniemożliwiający zrobienie próby, kłopoty z nagłośnieniem. Jednak udało się, a wielka w tym zasługa Marco Guidariniego, włoskiego dyrygenta, jednego z najlepszych, z którym miałem okazję współpracować. Okazało się, że można zbudować autorytet nie podnosząc głosu, tylko inspirując do działania, stwarzając atmosferę brania udziału w czymś wyjątkowym. Można osiągnąć zamierzony cel, widząc w ludziach, z którymi się współpracuje potencjał i wyzwalając w nich najlepsze cechy. Można swój spokój  i wiarę w to, że wszystko będzie dobrze przekazać innym, wszak każdy z nas odbiera emocje, a zwłaszcza wrażliwi muzycy.

Cieszę się gdzieś w głębi duszy, że poznałem tego człowieka, bo od zawsze czułem, że bycie tego typu liderem, przywódcą ma sens, co zresztą potwierdzają w swoich pracach wybitni specjaliści w tej dziedzinie Steven R. Covey, John C. Maxwell, czy nasza rodzima Iwona Majewska – Opiełka. Mam nadzieję, że coraz więcej ludzi w Polsce przestaje wierzyć w skuteczność „lidera tyrana”, co zresztą potwierdzają wydarzenia z kilku polskich orkiestr. Mam również nadzieję, ze młodzi dyrygenci jeszcze bardziej zaczną zwracać uwagę na swój sposób pracy z grupą, na to jak skutecznie inspirować innych do najwyższego zaangażowania.

A może warto tego ich uczyć….

Pomyślimy  o tym układając harmonogram szkoleń na najbliższy rok w Akademii Skutecznego Działania.

p.s. tymczasem, pozostało nam jeszcze kilka wolnych miejsc na „Lato z Logodydaktyką”, które odbędzie się 13  i 14 lipca w Sopocie.

Listę zamykamy we środę 3 sierpnia, szczegóły znajdziesz tutaj.

Podziel się: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • TwitThis
5 lip
2011

Klub Skutecznego Działania – artyście też się przyda.

O poczuciu własnej wartości pisałem już na blogu przy okazji Kompasu Scenicznego i uważam, że tego tematu nigdy za wiele. Pisać jednak o tym dziś nie będę, bo będę o tym mówił – gdzie dokładnie, o tym za chwilę..
Kilka dni temu moja wspaniała 5 letnia córka z lekkim żalem powiedziała mi, że „tato, a Kasia z przedszkola lepiej ode mnie tańczy”. Trochę odruchowo zapytałem ją „a skąd to wiesz?” Odpowiedziała mi, że pani ją bardzo za to chwali.
Nie chciałem już wnikać z córką w dyskusję o tym co powinna mówić dzieciom pani w przedszkolu, wiec zadałem córce pytanie: ”Kochanie, co lubisz robić najbardziej i w czym jesteś dobra?” Tu nastąpiło krótkie zaskoczenie, które zamieniło się w chwilę zastanowienia i dostałem odpowiedź.
„Lubię jeździć na kucyku i jestem w tym naprawdę dobra” – pomyślałem sobie, ze to wspaniała odpowiedź jak na 5 latka, po czym zapytałem:
„A co jeszcze lubisz robić i w czym jesteś dobra?”
Córka zaczęła się rozkręcać i odnajdywać te rzeczy, które lubi robić, i w których jest dobra:
Rysowanie, szybkie bieganie, śpiewanie, czytanie, rozśmieszanie innych….. lista była długa.
Potem z inicjatywy córki zaczęliśmy się zastanawiać w czym dobra jest mama, tato, babcia, dziadek, cała rodzina, znajomi itd. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że każdy jest w czymś dobry, każdy ma coś co lubi robić i jest w tej dziedzinie specjalistą. Mnie najbardziej ucieszyło to, że Hania też wie, w czym jest dobra i na tym się koncentruje. To mój taki mały ojcowski wkład w jej poczucie własnej wartości.
No cóż, miałem dziś nie pisać o poczuciu własnej wartości, a jednak napisałem, ale już za kilka dni będę też o tym mówił.
14 lipca rusza w Sopocie Klub Skutecznego Działania. Jest to wyjątkowa inicjatywa Akademii Skutecznego Działania Iwony Majewskiej – Opiełki (ASDIMO).  Będziemy przez około 2 godziny rozmawiać o tym czym jest poczucie własnej wartości i dlaczego jest tak ważne w codziennych działaniach. Przedstawimy szereg ćwiczeń, które pomogą Ci w odnalezieniu Twoich dobrych stron i będą bazą do codziennej pracy. Będziemy zastanawiać się z uczestnikami, w czym każdy z nas jest dobry – jakie każdy z nas ma talenty.
Startujemy punktualnie o 18.30 , 14 lipca w Sopocie w Villi Sedan.

By sprawdzić szczegóły i dowiedzieć się jak możesz się tam dostać kliknij TUTAJ.
Zapraszam!!!

Podziel się: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • TwitThis
9 cze
2011

„Back to the future”

Na jednym ze swoich szkoleń „Zaplanuj swój artystyczny sukces” przekonałem się jak istotne jest to gdzie chcemy dojść, dokąd chcemy zmierzać. Jak ważne jest uświadomić sobie swoje pragnienia. Nie pragnienia ludzi wokół nas, przyjaciół, znajomych, również nie te pragnienia narzucane nam przez media  i wszechogarniającą nas reklamę. Chodzi o te własne, głęboko uświadomione pragnienia, te wypływające z głębi każdego nas. Nie jest łatwo do nich dotrzeć, odnaleźć je w sobie, ale jest to możliwe. Wymaga to odrobinę wyciszenia i spokoju….

Na moim szkoleniu poprosiłem uczestników, by napisali swój wymarzony życiorys artystyczny, który będzie umieszczony w programie koncertu, o którym marzą. Poprosiłem ich aby przenieśli się w przyszłość, za te kilka lat i zobaczyli siebie na tym koncercie. Większość zrobiła to  i zobaczyłem uśmiechy na ich twarzach – mogło to świadczyć  o zadowoleniu z siebie i wielkiej satysfakcji, że są tam gdzie są. Emocje nie znają pojęcia czasu i odczuwamy je zawsze tu i teraz, więc uczestnicy szkolenia mogli doświadczyć satysfakcji z przyszłych osiągnięć już dziś. Dzięki temu wiedzą do czego zmierzać w przyszłości:).

Wymyślając ćwiczenie z wymarzonym życiorysem koncertowym inspirowałem się fantastycznym narzędziem do „przepowiadania sobie przyszłości” jakim jest „mój wymarzony dzień” . Co to takiego? Kiedy poczujesz, że to jest ten moment, usiądź wygodnie, weź kartkę papieru i napisz co chcesz robić, godzina po godzinie podczas swojego wymarzonego dnia, od poranka do wieczora. Daj się ponieść fantazji i napisz to co faktycznie chciałbyś robić, kim chciałbyś być…

Napisałem „mój wymarzony dzień” 1,5 roku temu. Wydarzenia ostatnich kilku dni przybliżyły mnie znacznie do tej wizji. Kiedy sobie to uświadomiłem na mojej twarzy, tak jak na twarzach uczestników mojego szkolenia, pojawił się uśmiech, poczułem satysfakcję, a gdzieś z tyłu głowy coś mi podpowiadało, że „TO DZIAŁA”.

„MAPA MARZEŃ” – to jeszcze jedno  genialne narzędzie do „przepowiadania sobie przyszłości”. To tablica, na której umieszczasz zdjęcia tego co chcesz osiągnąć, co chcesz mieć i kim chcesz być. To graficzny obraz Twojej przyszłości, a Twój  mózg głównie posługuje się obrazami  i w ten sposób porządkuje rzeczywistość – przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

Jak stworzyć taką tablicę? Można się tego nauczyć! Można się tego nauczyć od najlepszych!

Znam pewną osobę – specjalistkę w tej dziedzinie. Karina Sęp już za kilka dni organizuje w słonecznym Sopocie warsztat, gdzie każdy może stworzyć swoją „Mapę Marzeń”. Szkolenie będzie prowadzić wraz z Iwoną Majewską – Opiełką, której nie muszę przedstawiać (jeśli jeszcze nie czytałeś jednej z jej  13 książek  o doskonaleniu siebie  i organizacji, to masz sporo do nadrobienia). Sam uczyłem się od Kariny jak tworzyć taką mapę i nie muszę Ci mówić, że coś z tyłu głowy po raz kolejny mówi mi, że „TO DZIAŁA”.

Zresztą, przekonaj się na własnych marzeniach:).

Szczegóły szkolenia są TUTAJ.

Podziel się: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • TwitThis
16 maj
2011

Wewnętrzna Gra

Barry Green, rodowity Kalifornijczyk, pierwszy kontrabasista Cincinnati Symphony, autor książek „Inner game of music” i „Mastery of music”, które są znane, cenione i wykorzystywane przez muzyków  na całym świecie. Gościł kilka razy w Polsce w ramach Światowego Festiwalu Kontrabasowego  we Wrocławiu. Barry Green wykorzystuje w graniu i uczeniu muzyki wiedzę na temat działania ludzkiego mózgu.  W poniższym filmie opowiada o najważniejszych założeniach swojej koncepcji Wewnętrznej Gry (czyli tego, co się dzieje w Twojej głowie, gdy grasz). Genialne!!!

Podziel się: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • TwitThis
8 maj
2011

Czy Twój sposób myślenia ma wpływ na działania?

Są takie momenty w życiu każdego z nas, gdy coś się zmienia w sposobie naszego myślenia. Na pewno drogi czytelniku miałeś taką sytuację, gdy pod wpływem jakiegoś wydarzenia, zmienił Ci się pogląd na pewne sprawy. Najprostszy przykład dotyczy naszego postrzegania Św. Mikołaja:). Przez wiele lat wierzyłeś, że jest pewien starszy Pan, który przynosi prezenty dla wszystkich na świecie (w jedną noc), a potem , może pod wpływem odklejonych wąsów u wujka lub pod wpływem życzliwego kolegi lub koleżanki, który rozwiał Twoje młodzieńcze fantazje, zmieniłeś zdanie. Od tej chwili wszystko było inne. Prawdopodobnie dostrzegłeś, że dawanie prezentów jest nawet przyjemniejsze niż ich dostawanie. Przeżyłeś coś co jest  nazywane zjawiskiem AHA , a fachowo to nazywając nastąpiła zmiana postrzegania paradygmatu rzeczywistości. Niektórzy nazywają to zmianą przekonań, czyli rożnych idei, o których sadzimy, że są prawdziwe i których używamy jako podstawy codziennych działań. Przekonania te mogą być wyzwalające jak  i ograniczające.

Ja swoje Aha przeżyłem kilka dni temu, po niedawnej audycji w Radiu Wnet na temat promocji  i rynku pracy dla młodych artystów. W komentarzach do często pojawiało się pytanie o to, dlaczego nie powiedziałem nic na temat pewnych chorób systemu działania kultury w Polsce, o tym ,że (jak to powiedział mój znajomy) trzeba być synem lub córką kogoś ważnego, by zagrać koncert w filharmonii. Nawet jeśli takie chorobliwe sytuacje się zdarzają (mam nadzieję, że coraz rzadziej) to jak może ograniczać nasze działania taki sposób myślenia, w którym sądzimy, że „jest jakiś układ”, czy „potrzebne są znajomości” itp. Poziom przekonań, czyli to w co wierzymy ma kolosalny wpływ na to jak postrzegamy świat. Nasza podświadomość rejestruje taką olbrzymią ilość  informacji, że część z nich musi być odfiltrowana. To tak jakby to co dochodzi do świadomości przelatywało przez sito. Tym sitem są nasze przekonania, paradygmaty, czyli to w co wierzymy. O ile łatwiej jest działać, gdy   sposób myślenia  podpowiada nam, że wszystko jest możliwe, są sposoby, znajdę rozwiązanie, że są ludzie, którzy mi pomogą.

Na szczęście są również sposoby , by okrywać w sobie poziom przekonań i zmieniać je na takie, które nam pomagają. Czy byłoby interesujące, wspierać się w swoich działaniach odpowiednim sposobem myślenia? Czy byłoby interesujące świadomie wybierać to w co się wierzy?

Pięknie to ujął Henry Ford, mówiąc, że:

Jeżeli myślisz, że coś możesz lub czegoś nie możesz, za każdym razem masz rację”

Zjawisko AHA, które przeżyłem kilka dni temu skłoniło mnie do napisania tego wpisu, ale również do wprowadzenia zaawansowanych technologii zmian paradygmatów postrzegania rzeczywistości do programu najbliższego szkolenia Skuteczny Artysta. Tym razem ,na prośbę wielu zainteresowanych, spotykamy się Gdańsku.

Zapraszam 28 maja – szczegóły  i zgłoszenia TUTAJ.

Podziel się: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • TwitThis
5 maj
2011

Zapis audycji z RadiaWnet – o promocji i rynku pracy dla młodych muzyków

Wczoraj ,4 maja w internetowym Radiu Wnet odbyła się audycja na temat promocji i rynku pracy młodych muzyków. W audycji GRA – MY „O co gramy?” autorstwa Karoliny Marchlewskiej pojawiły się prof. Jagna Dankowska – prorektor do spraw studenckich i kontaktów zagranicznych Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina, Izabella Dargiel  - z agencji artystycznej Filharmonia, byłem tam również ja Paweł Kapica, choć w studiu mnie nie było:). Dzięki audycji udało mi się po raz kolejny poszerzyć  strefę komfortu (z technicznego punktu widzenia), bo brałem w programie udział  prosto z mojej domowej, gdańskiej kuchni (niektórzy nazywają ją kuchnią artystyczną, ze względu na wiszące tam prace plastyczne moich wspaniałych dzieci –kawałek widać na zdjęciu) używając fantastycznego narzędzia komunikacyjnego nazywanego Skype. Wszystko udało się tak jak planowaliśmy  i jeszcze raz dziękuje Karolinie Marchlewskiej za zaproszenie. Jestem przekonany, że przekazaliśmy szereg cennych informacji, jak i sporą dozę  pozytywnego myślenia, jakże przydatnego dla każdego kto chce działać. Zresztą możesz przekonać się samemu, czy te informacje są przydatne również dla Ciebie słuchając zapisu audycji na

http://www.radiownet.pl/publikacje/gra-my-o-co-gramy-podcast#/publikacje/gra-my-o-co-gramy-podcast

pozdrawiam:)

Podziel się: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • TwitThis
27 kwi
2011

PRACA ZESPOŁOWA…


My muzycy, a na pewno większość z nas, mamy to szczęście, że prawie od początku edukacji uczymy się współpracować z innymi. Uczymy się w jaki sposób tworzyć synergię, łącząc potencjały kilku, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu osób. Przekładając to na jeszcze bardziej zrozumiały język – uczymy się jak twórczo współpracować w duetach, triach, kwartetach, kwintetach…. wreszcie w orkiestrach. Jakże fantastycznym polem do negocjacji jest kilkuosobowy zespół, gdzie utalentowani muzycy twórczo na siebie wpływają, by uzyskać jak najlepszy efekt końcowy. Ileż tolerancji oraz poczucia własnej wartości potrzeba by zrezygnować z własnego celu na rzecz współtworzenia wielkiego dzieła symfonicznego, gdzie współpracuje nawet 100 osób. Inne zawody mogą się od muzyków wiele w tej materii nauczyć i robią to. Słyszałem o szkoleniach dla wyższej kadry menadżerskiej, gdzie kilkaset osób (równocześnie) gra na instrumentach perkusyjnych i uczy się jak być dobrym liderem, jak skutecznie używać prawej (twórczej) półkuli mózgu. Przypomina mi się historia kiedy parę lat temu w orkiestrze kameralnej, w której miałem przyjemność grać przez kilka lat, mieliśmy koncert na którym każdy z nas dostał instrument perkusyjny i braliśmy udział w takiej małej improwizacji. Niektórzy mieli pudełka, które wydawały odgłosy podobne do śpiewu ptaka, inni coś co brzmiało jak szum morza, jeszcze ktoś pocierając cienkim patyczkiem o drewniane pudełko udawał żabę. Świetnie się bawiłem i zaobserwowałem, że świetnie bawili się wszyscy muzycy, nawet ci, o których myślałem, że już nigdy nie będą mieli radości z muzykowania (bywają tacy w orkiestrach, niestety). To była wspaniała terapia dla tych ludzi – a może takie koncerty wprowadzić wszędzie tam gdzie jest duży odsetek wypalonych zawodowo muzyków orkiestrowych – skuteczność gwarantowana.
Wracając do szkolenia dla menadżerów – wiem z bardzo pewnych źródeł, że byli oni zachwycenie tym szkoleniem. Chcieli więcej….
Jestem przekonany, że jest jeszcze wiele rzeczy, które mogą zainspirować ludzi uprawiających inne zawody.
Nawiązując do tematu wpisu, proponuję taką zabawę. Kiedy przeczytałeś ten tekst, odpowiedz na 3 pytania i przekonaj się ile fantastycznych rzeczy mamy do zaproponowania światu. Oczywiście jeśli chcesz. :)

Co dobrego muzyk może zaoferować  światu, innym ludziom?
Czego ludzie mogą się od nas nauczyć?
Jakie są dobre strony wykonywania zawodu muzyka?

p.s. zbierzmy w komentarzach do tego wpisu jak najwięcej pozytywów wykonywania naszego wspaniałego zawodu – do dzieła!!!

Podziel się: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Facebook
  • TwitThis

Śledź mnie!

Śledź mnie! Śledź mnie! Śledź mnie! Śledź mnie!